poniedziałek, 17 listopada 2014

Chapter 22

Wyniosłam się do mamy.
Zalana łzami otworzyłam drzwi i weszłam do domu.
-Mamo..! - zawołałam. Chodziłam po domu szukając jej. Weszłam do jej sypialni i usłyszałam krzyk. Swój krzyk. Darłam się i upadłam na podłogę zakrywając sobie usta - Mamo! - wyszeptałam zmęczona krzykiem. Mama wisiała na żyrandolu. Powiesiła się. Postanowiła mnie zostawić. Samą. Chociaż, przez te kilka lat po śmierci taty i tak zawsze byłam sama.
A może to moja wina?
Sama ją zostawiłam, przeprowadziłam się do Zayn'a.
-Audrey? - usłyszałam głos sąsiadki. Weszła do pokoju i cofnęła się o krok - Audrey, chodź. Nie patrz na to - szepnęła starsza kobieta. Wyszłam za nią a ona mnie przytuliła - Tak mi przykro - pogłaskała mnie po włosach. Łzy płynęły po moich policzkach. Przytuliła mnie do siebie - Może nie powinnaś tu dzisiaj nocować.
-Muszę. Nie mam gdzie indziej.
-Gdzie byłaś przez ten cały czas?
-To już nie aktualnie. Muszę tu zostać.
-Dobrze Audrey. Zadzwonię po policje.
-Okay - pokiwałam głową. Poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i znów zapłakałam. Wynieśli mamę. Musiałam złożyć zeznania. Późno w nocy, nie mogłam spać. Ale usłyszałam dzwonek do drzwi. Marszcząc brwi spojrzałam na zegarek w telefonie. Jest przecież 2 w nocy. Ale co mi tak. Jeżeli to morderca to mi to zwisa i powiewa. Otworzyłam bez wahania drzwi.
-Audrey - Niall przytulił mnie mocno.
-Co? - mruknęłam uwalniając się z jego uścisku.
-Słyszałem o twojej mamie - pogłaskał mnie po włosach.
-Oh mi też obiło się to o uszy.
-Nie żartuj w ten sposób - skarcił mnie.
-Co mam do stracenia?
-Czemu odeszłaś od Zayn'a?
-Wyrzucił mnie.
-Czemu?
-Zasłużyłam.
-Co się stało?

*2 tygodnie wcześniej*

-Nie dobrze mi - szepnęłam do Oliver'a i pobiegłam do łazienki. Ledwo zdążyłam otworzyć klozet i zwymiotować. Płacząc osunęłam się na podłogę. 
-Audrey? - usłyszałam małego Malik'a. 
-Wyjdź proszę - załkałam i poniosłam się na równe nogi. Umyłam usta i zęby - Błagam, niech to będzie tylko cholerne zatrucie. Wyjęłam komórkę. 
-Gwyneth? Mogę cię o coś poprosić? 
-Jasne.
-Kupisz mi test ciążowy? 
-Co? Po co ci?
-Zgadnij - wyszeptałam a łzy spłynęły po moich policzkach. 
-O Jezu - szepnęła - Tak, za godzinę ci go przywiozę.
-Dziękuje. 
Położyłam się z Oliver'em na kanapie w salonie. Oglądaliśmy razem Jak Ukraść Księżyc
-Oliver? Będziesz moim Minionkiem? - cmoknęłam go w skroń. Zachichotał i zaczął udawać żółtego stworka z tej bajki - Kocham cię - przytuliłam go mocno do siebie. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Otworzę - rzucił się do drzwi - To ciocia Gwyneth! 
-Hej Audrey. Mam to co prosiłaś - podała mi torbę z apteki. 
-Dzięki. Zostaniesz chwilę z Oliver'em?
Pokiwała głową a ja poszłam do łazienki i zrobiłam test. Po parunastu minutach i krzyknęłam kuląc się na podłodze. 
-Audrey? Audrey! - Gwyneth weszła do łazienki - Co się stało? 
Podałam jej bez słowa test.
-Audrey ja.. Nie wiem co ci odpowiedzieć - wyszeptała i przytuliła mnie mocno. 
-Proszę powiedz że te dwa testy nie są prawdziwe bo nie mogę być w ciąży. 
-Ch-chyba jesteś. 
-Musisz powiedzieć Zayn'owi.
-O nie..! - pokręciłam szybko głową.
On na pewno nie chce dziecka. Ja nie chcę dziecka. Mam dopiero 18 lat. On pewnie wolałby żeby zostało tak jak jest. Ja również. Uwielbiam się do niego przytulać, całować się z nim i oglądać jakieś kiczowate komedie na których się kochamy. Dziecko by wszystko zniszczyło. To na co pracowaliśmy by być szczęśliwi. 
-Ja.. usunę je - szepnęłam wstając z podłogi. 
-Nie możesz. Ono ci nic nie zrobiło.
-Ale zrobi! - krzyknęłam a łzy spłynęły po moich policzkach - Ono wszystko zniszczy. 
-Audrey przestań. Nie możesz go zabić. 
-Mogę i zrobię to. Nie mogę urodzić tego dziecka, nie rozumiesz? 
-Zajmę się nim. 
-Nie. To zbyt duże poświęcenie. Poza tym.. Zayn nie może wiedzieć że zaszłam. Nie chcę żeby wiedział. Boję się. Że może mnie nie chcieć z dzieckiem.
-Ale skąd wiesz że nie pragnie by połączyło Was dziecko? 
-Oboje jesteśmy za młodzi.
-On ma pięcioletniego syna! Sam ma 25, Oliver urodził się bardzo wcześnie w jego życiu, ale urodził się, więc go chciał. 
-Ale ja nie chcę mieć dziecka! Nie rozumiesz?! Ledwo osiągnęłam pełnoletność a już mam rodzić dziecko? Nie! 
-Rób co chcesz - rzuciła testami i wyszła. Usłyszałam jedynie trzask drzwi. 
-Audrey? 
-Oliver, proszę, idź do siebie. 
Chłopiec bez słowa opuszcza pomieszczenie. 
Siedziałam cały dzień w swoim pokoju i umówiłam się w prywatnej klinice na aborcję. Jestem tego pewna. Nie chcę tego dziecka. 
-Audrey? - w ostatniej chwili zatrzasnęłam laptopa. Zayn usiadł obok mnie na łóżku - Kochanie, co się stało? Oliver mówił że jestem cholernie smutna.
-Nic się nie stało. Mam zły dzień Zen - pocałowałam go. Za kilka dni będzie po wszystkim. 


*Dzień wczorajszy*


-Co to ma być?! - wrzasnął machając mi przed nosem papierem - To twoje?! 
Rachunek po aborcji. Przyszedł w godzinach kiedy mnie nie było w domu. Zayn był. 
-Zayn to nie.. 
-Byłaś w ciąży? - wyszeptał tym razem - Wyjaśnij mi czemu zapłaciłaś 15 tysięcy za usunięcie dziecka! Zabiłaś moje dziecko?! 
-Ja po prostu.. 
-Usunęłaś moje dziecko?! Powiedz! - szarpnął mną trzymając mnie za ramiona. 
-Tak - wyszeptałam prawie bezgłośnie. 
-Czemu Audrey? - odepchnął mnie. W jego czekoladowych oczach zobaczyłam łzy i dotarło do mnie co zrobiłam. 
-Chciałeś mieć ze mną dziecko? 
-Czasem myślałem o tym czy może nie drugie dziecko, ale nasze. A nie tylko moje. Ale ty zabiłaś moje dziecko nawet nie pytając mnie co o tym myślę. Nie obchodziło cię moje zdanie. Myślałaś tylko o sobie. 
-Zayn ja.. Jestem zbyt młoda na dziecko. 
-Angel urodziła Oliver'a przed 16 nastymi urodzinami! A ty jesteś pełnoletnia. 
-Nie jestem Angel! Zrozum to! Nie jestem chodzącym ideałem jakim ona była. Przykro mi. Ja nie byłam gotowa na to dziecko. 
-Dlatego je tak po prostu wyskrobałaś? Nie liczysz się z nikim innym prócz siebie. 
Załkałam cicho i wydałam z siebie bezgłośny krzyk.
-Zayn - wyszeptałam i złapałam go za rękę. Wyrwał się, cofnął o kilka kroków - Proszę..
-Czemu mi nie powiedziałaś?! - wrzasnął.
-Ja.. Błagam cię.. Zayn to nie tak..
-Wynoś się!
-Co? - przez łzy nie widziałam już nic.
-Wypierdalaj stąd! Nie chcę cię tu widzieć!


*Dzień obecny*

-Audrey - powiedział cicho Niall i pokręcił głową - Nie wiem..
-Ja wiem. Tak jak on powiedział. Postąpiłam samolubnie. I to cholernie samolubnie. Tylko że ja naprawdę nie byłabym w stanie zająć się dzieckiem.
-Przecież zajmujesz się Oliver'em.
-Ale on ma 5 lat. Umie sam się sobą zająć. A to dziecko które bym urodziła, pewnie bym szybko zepsuła. Nie umiem być za kogoś odpowiedzialna. Ja sama nie umiem być za siebie odpowiedzialna. Niall, ja jestem ćpunką, najmniej odpowiednim materiałem na matkę.
-Zayn by ci pomógł. Zobacz, wychował prawie sam syna.
-Była z nim perfekcyjna Angel - mruknęłam pod nosem.
-Jesteś zazdrosna o denatkę?
-Nie, jestem chyba zazdrosna o to że nadal coś do niej czuje.
-Za mało razy powiedział ci że cię kocha?
Otworzyłam usta żeby coś powiedzieć ale po chwili je zamknęłam i pokręciłam głową. Złapałam Niall'a za rękę i zaprowadziłam do swojego pokoju.
-Napijesz się czegoś? - spytałam idąc do drzwi.
-A co masz?
-Wodę w kranie, wodę z klozetu i piwo.
-Piwo - kiwnęłam głową na jego odpowiedź. Wzięłam dwa piwa z lodówki i wróciłam do pokoju. Usiadłam obok blondyna na łóżku i podałam mu jedno. Otworzyliśmy je z trzaskiem i w prawie równym czasie upiliśmy łyk - Czyli nie będziesz o niego walczyć? O Zayn'a?
-Przychodzi czas kiedy przestaje się walczyć, wolimy odpuścić - powiedziałam i napiłam się.
-Szkoda. Dopiero ty sprawiłaś że uśmiechał się tak naprawdę. A w tajemnicy ci wyznam : Nawet Angel nie potrafiła go uszczęśliwić, wszyscy tak myśleliśmy ale to były jedynie pozory. Kłócili się prawie codziennie. A on codziennie udawał że ją kocha, robił to tak dobrze że sam w to uwierzył. Ale on jej nie kochał, nie rozstali się tylko i wyłącznie dzięki Oliver'owi. Na siłę starał się odnaleźć mordercę Angel by udowodnić nam i sobie że naprawdę tego chce i że naprawdę była dla niego ważna.
Patrzyłam uważnie na Niall'a gdy to mówił. Obserwowałam jego profil i to jak jego usta poruszając się z każdym słowem. Ale dopiero po chwili dotarł do mnie sens jego wypowiedzi.
Czy to znaczy że ona nie była taka idealna jak wszyscy twierdzą?
Obudziłam się rano otulona kocem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pusto. Ale czy nie zasnęłam przy Niall'u? Sięgnęłam po komórkę leżącą na podłodze.
Nieodebrane połączenie i wiadomość.
Otworzyłam najpierw SMSa.

Od: Niall 

"Świetnie się z tobą wczoraj rozmawiało. Choć sądzę że powinniście sobie to z Zayn'em wyjaśnić. Zadzwoń jak będziesz czegoś potrzebowała, na przykład rozmowy czy coś. Niall xx" 

Uśmiechnęłam się do telefonu i zaczęłam pisać odpowiedź.

Do: Niall 

"Wątpię czy Zayn chciałby ze mną jeszcze kiedykolwiek rozmawiać.. "

Od: Niall

"Będzie musiał. Oliver chodzi za nim cały czas dopytując się kiedy wrócisz."

Poczułam ukłucie w sercu. Przeze mnie cierpi też Oliver. Zacisnęłam usta i patrzyłam na SMS od Horan'a. Nie odpisując mu odłożyłam telefon na poduszkę i wstałam z łóżka. Podeszłam do szafy i uklękłam przy niej. Przejechałam dłonią po ubraniach. Wsunęłam dłoń pod sweter i wyciągnęłam małe metalowe pudełeczko. Otworzyłam je i westchnęłam widząc torebeczkę z białym proszkiem. Wyciągnęłam zawartość pudełeczka i położyłam na łóżku. Ze ściany w moim pokoju zdjęłam lustro. Ułożyłam je na łóżku, a na szkło wysypałam kokainę. Z metalowego pudełeczka wyjęłam linijkę i ułożyłam równe białe kreski. Patrzyłam na nie chwilę.
-Ćpać czy nie ćpać, oto jest pytanie - mruknęłam pod nosem.
Po chwili białe kreski zniknęły a ja leżałam wpatrując się w sufit który zmieniał kolory.
-Jesteś tak cholernie słaba i żałosna Audrey - zaśmiałam się do siebie - Zaprzepaściłaś to co tak naprawdę było dla ciebie ważne.

sobota, 15 listopada 2014

Chapter 21

Gdy mój tata umarł, załamałam się. Kiedy dorosłam wpadłam w uzależnienie od narkotyków. Przychodząc na cmentarz przed kilkoma miesiącami obiecywałam i mojemu martwemu ojcu i sobie że znajdę tego który go zabił. Ale nie potrafię.. Nie potrafię wydać osoby którą naprawdę pokochałam.
Leżeliśmy przytuleni na łóżku a ja myślałam o wszystkim tylko nie o jego dłoniach błądzących po moim ciele. Zamrugałam kilka razy gdy wreszcie zdałam sobie sprawę że jego ręce zatrzymały się pod moją bluzką.
-Z-Zayn - wyszeptałam wiercąc się. Wbił we mnie czekoladowe oczy - Co ty robisz?
-Jesteś jakaś nie obecna..
-To dlatego mnie obmacujesz?
-Chciałem wykorzystać okazję - wzruszył lekko ramionami. Wywróciłam oczami i usiadłam na łóżku chcąc sobie iść - Ej, przepraszam..
-Nie, spoko - mruknęłam.
-Audrey, przepraszam, nie powinienem - usiadł obok mnie i przytulił. Nie mogłam się powstrzymać i wtuliłam się w niego - Nie mogę się tobie oprzeć - wyszeptał. Jak mu powiedzieć że nie mogę uprawiać seks z mordercą?
-Pójdę do Oliver'a - szepnęłam i wyszłam z pokoju. Oliver siedział w swoim pokoju i oglądał bajki w telewizji. Położyłam się obok niego i przytuliłam do siebie.
-Audrey? - oderwałam wzrok od kreskówki i spojrzałam na chłopca.
-Tak skarbie?
-Kochasz tatę?
-Tak, czemu o to pytasz?
-Bo on cię naprawdę kocha. Chyba bardziej niż pierwszą mamę.. - wymamrotał odwracając oczka.
-Na pewno nie. Twój tata kocha Angel całym sercem. Uwierz mi.
-On woli ciebie.
-To prawda - odwróciłam się i zobaczyłam Malik'a.
-Zayn.. - zaczęłam ale podszedł do mnie i wcisnął na usta czuły pocałunek. Usłyszeliśmy ciche 'Błee' ze strony Oliver'a - Nie mów tak.
-Kiedy to prawda - wsunął dłonie pod moje ciało i wziął mnie na ręce - Porwę Audrey, okay?
Oliver pokiwał głową i pogłośnił telewizor.
-Nie mów w ten sposób o jego mamie - powiedziałam do Mulata gdy postawił mnie na podłodze w jego pokoju.
-Naprawdę cię kocham. Udowodnię to na każdy możliwy sposób - przytulił mnie mocno do siebie.
-Zayn, przestań..
-Zajęłaś miejsce An. Chcę żebyś była matką Oliver'a - odsunęłam się od niego i patrzyłam szeroko otwartymi oczami.
-C-co? Ja nie.. Nie mogę - szepnęłam i wycofałam się do łazienki i zamknęłam z trzaskiem drzwi. Usiadłam na zamkniętym sedesie i wpatrywałam w drzwi. Nie powiedział tego. Coś jest z nim nie tak. On kocha swoją martwą narzeczoną. Kocha mnie, przynajmniej tak twierdzi, bo jestem zastępstwem.
-Audrey..
-Nie przemyślałeś tego Zayn - powiedziałam stając przy zamkniętych na zamek drzwiach - Wiem że nadal coś czujesz do Angel, i wszystkie twoje decyzje są zbyt pochopne..
-Masz rację. Wciąż ją kocham. Ale ona.. - wziął głęboki oddech - Ona nie żyję. Nie mogę cały czas żyć w żałobie. Nie masz pojęcia jak mocno cię kocham. I moje decyzje nie są pochopne, myślałem o tym byś była matką Oliver'a od czasu kiedy wyszłaś ze szpitala. Jedyne czego się bałem to to że nie będziesz chciała mnie widzieć po tym co ci powiedziałem. Kocham cię dlatego że możesz spojrzeć mi w oczy i nie zabić mnie za to co zrobiłem.
Oh, nie wiesz jak bardzo chcę to czasami zrobić - szepnęłam w myślach.
-Proszę, wyjdź. Nie chcę rozmawiać przez drzwi.
-Na razie nie. Posiedzę moment, okay?
-Ale Audrey  -wyszeptał.
-Po prostu daj mi pomyśleć, okay?! - zawołał trochę nerwowym głosem.
-Dobra - mruknął i odszedł od drzwi. Usiadłam w pustej wannie i przymknęłam oczy.
Nie, nie to że nie traktuję czasami Oliver'a jak swojego dziecka, jest dla mnie bardzo ważny, ale.. sądzę że kiedyś mogę po prostu nie wytrzymać z Zayn'em, boję się że to co zrobił zniszczyło wszystko, jestem pewna że pokłócimy się, zwyzywamy i rozstaniemy po jakimś czasie zapominając o sobie. A potem on będzie żałował. Żałował że dał mi jakiekolwiek prawo do jego syna gdyż bardzo kocha swoją byłą ukochaną.
Nie wiedzieć kiedy po moim policzku spłynęła łza. Wytarłam ją szybko i otuliłam ramionami.
-Dobra, pieprzę to - usłyszałam chrzęst zamka. Zdziwiona wbiłam wzrok w klamkę.
A no tak. Zapomniałaś już że to jego dom i ma klucze do wszystkich zamków? - zakpiła ze mnie moje podświadomość.
Wszedł do łazienki, kucnął obok wanny i spojrzał mi w oczy.
-Jak mam ci udowodnić że cię kocham? - zapytał od razu.
-Nie musisz.
-Nie wierzysz mi.
-Ja wcale..
-To przez tamto? - na myśli ma chyba mojego tatę.
-Tak! Kurwa, tak! - wydarłam się. Schowałam twarz w dłoniach - Po prostu nie mogę sobie poradzić z tą myślą. Z myślą że to ty winisz jego śmierci. Nie mogę, rozumiesz? - załkałam. Cała drżałam. Wstał i przytulił mnie. Wyjął mnie z wanny i usiadł na podłodze, przytulił mnie do siebie. Siedziałam na nim i łkałam cicho. Nie chciałam żeby mnie przytulał. Powiedziałam coś okropnego i czułam się strasznie bo wiedziałam że go to trafiło.
-Wybacz Zayn - wyszeptałam drżącym głosem. Przytuliłam się i wtuliłam twarz w jego szyję.
-Niby co? Że powiedziałaś co tak naprawdę myślisz. Audrey.. Jeżeli chcesz to.. To zniknę. Zniknę z twojego życia.
Podniosłam na niego wzrok.
Delikatnie, nic nie mówiąc scałował moje łzy.
-Wystarczy jedno twoje słowo a już nigdy więcej mnie nie zobaczysz.
Szukałam w jego twarzy czegoś co zaprzeczyłoby jego słowom. Był poważny a to oznaczało że mówił prawdę.
-To chyba by się nie udało - wyszeptałam.
-To znaczy?
-Jesteś w każdej gazecie.
Potarł moje ramiona, a potem pogłaskał po policzku.
-Jedno słowo.
-Nie chcę - zacisnęłam usta które zaczęły drżeć - Nie chcę cię już nie zobaczyć. Bo nie wiem co jest gorsze, zobaczyć cię znów czy nie zobaczyć cię już nigdy..
-Koch.. - nie dałam mu skończyć tylko musnęłam delikatnie jego usta - Czemu nie pozwalasz mi skończyć?
-Po prostu. Nie trzeba tego mówić, trzeba to okazywać - pogłaskałam go po policzku.
-Mogę ci to okazać? - wyszeptał patrząc mi w oczy a jego dłoń zjechała na moje udo. Pokiwałam głową.
Zaniósł mnie do sypialni. Kochaliśmy się, tak jak nigdy się jeszcze nie kochaliśmy. To był najbardziej czuły i spokojny seks jaki w życiu uprawiałam. Po wszystkim pocałował mnie delikatnie i przytuliliśmy się do siebie usypiając. Wtuliłam się w jego nagi tors, przez ten moment chyba nawet zapomniałam o tym co zrobił. Liczyły się tylko nasze uczucia.
Sądzę że czas zapomnieć. Zapomnieć o przeszłości, żyć teraźniejszością.

~*~

Załkałam cicho i wydałam z siebie bezgłośny krzyk.
-Zayn - wyszeptałam i złapałam go za rękę. Wyrwał się, cofnął o kilka kroków - Proszę..
-Czemu mi nie powiedziałaś?! - wrzasnął.
-Ja.. Błagam cię.. Zayn to nie tak..
-Wynoś się!
-Co? - przez łzy nie widziałam już nic.
-Wypierdalaj stąd! Nie chcę cię tu widzieć!


10 kom - szybciej rozdział :)) 
Wchodźcie na :
http://hi-daddy-niallhoranff.blogspot.com/

poniedziałek, 10 listopada 2014

Chapter 20

*Audrey*

Bujaliśmy się w ciszy wsłuchani w swoje oddechy przyśpieszone od nie dawnego śmiechu.
Wtulałam buzię w jego koszulę. Szpilki upuściłam na trawę i zatopiłam palce w miękkiej trawie.
-Kocham cię.. - wyszeptał i złapał mnie delikatnie za brodę. Spojrzałam mu w oczy a on pogładził mnie po policzku.
Wpatrywałam się w miodowe tęczówki Malik'a oddychając powoli.
-Lubię, gdy mówisz, że mnie kochasz, bo przecież są bajki, z których nigdy się nie wyrasta - wyszeptałam a łzy spłynęły po moich policzkach.
-Audrey - w jego oczach zaistniał ból. Pożałowałam że to powiedziałam. Nie wiem czemu nawet tak pomyślałam. Wiem że mnie kocha. Ja też go kocham. Ale ja chyba tak naprawdę nie umiem mu wybaczyć tego co zrobił mojemu tacie. Gdy patrzę na Zayn'a wyobrażam go gdy kazał komuś zabić mojego tatę - Ja naprawdę.. Błagam cię! Przestań twierdzić że cię nie kocham! Bo jesteś dla mnie najważniejsza!
-To Oliver powinien być dla ciebie najważniejszy - szepnęłam. Przytuliłam go mocno. Czemu się tak dziwnie zachowuje? Czemu do cholery się odzywam? - Przepraszam Zayn, nie powinnam była tamtego mówić. Wiem że mnie kochasz - wymamrotałam w jego koszulę.
-Boli mnie gdy mówisz że kłamię - szepnął. Mnie boli bo tak naprawdę już nie wiem kiedy kłamiesz, bo okłamywałeś mnie od początku. Ale mimo tego co chodziło po mojej głowie przytuliłam go - Wracamy?
-Yhm - potaknęłam ale nadal nie odsunęłam się ani o centymetr.
-Audrey...?
-Jeszcze chwileczkę - wyszeptałam. Zaciągnęłam się jego zapachem i westchnęłam z błogością. Co jest ze mną nie tak?
-Jak długo będziesz chciała - cmoknął mnie w czubek głowy i przytulił. Staliśmy tak chwilę aż westchnęłam i postąpiłam kilka kroków w tył. Spojrzałam mu w oczy i spotkałam się z uśmiechem. Schylił się i wziął moje szpilki, a drugą ręką przyciągnął mnie do siebie. Wracaliśmy spacerem do domu, przed 22 weszliśmy do salonu gdzie siedział Niall.
-Tak szybko? Nie zdążyłem jeszcze rozkręcić imprezy - powiedział zerkając na nas przez ramię.
-Oh nie przeszkadzaj sobie, rozkręcaj imprezę, ale licz się z tym że wyrzucę cię od razu - odparł Zayn wzruszając ramionami.
-Poczekaj, muszę przemyśleć czy warto - wyszczerzył się. Uśmiechnęłam się do niego i wyswobodziłam z objęć Malik'a. Ruszyłam do pokoju Mulata a potem do jego łazienki. Od kilku tygodni nie spałam w swoim pokoju, nocowałam u Malik'a tulącego się do mnie całą noc. Złapałam za suwak sukienki po boku mojego ciała i rozpięłam suknię. Zdjęłam rękawy a materiał opadł na podłogę. Westchnęłam i stanęłam przed lustrem wiszącym nad umywalką. Patrzyłam na swoje nagie ciało. Co mu się we mnie podoba? Jestem jakaś kanciasta.. Małe piersi, trochę brzucha i kilka blizn na udach. Przejechałam palcami po błyszczących fragmentach na moim udzie. Zmarszczyłam brwi starając się przypomnieć skąd je mam. Miały okrągłe kształty i równe położenie.
-Oh.. No tak - wyszeptałam przypominając sobie jak w wieku 8 lat postrzeliłam się i mimo wszystko uśmiechnęłam.

*10 lat temu*

-Audrey! - zawołał tata. Pobiegłam w jego kierunku z wielkim uśmiechem na ustach. Mój tata jest policjantem i często jeździ na strzelnicę, dziś mnie ze sobą zabrał czym byłam ogromnie podekscytowana. Tata stał obok jednego z moich przyszywanych wujków. 
-Cześć wujku - uśmiechnęłam się szeroko do mężczyzny który odwzajemnił uśmiech.
-Audrey! A ty coraz większa za każdym razem jak cię widzę! - wziął mnie na ręce - Ile ty masz lat? Wyglądasz na 12 naście.
-Osiem wujku - przewróciłam oczami.
-McKay, jak ci szybko córka rośnie - zaśmiał się wujek i odstawił mnie. 
-Za szybko - tata pogłaskał mnie po głowie. Staliśmy na zewnątrz a tata i wujek wzięli broń i wycelowali w plakaty z postaciami ludzi przyczepionymi do drzew. Wpatrywałam się w nich i w sposób jaki trzymają pistolety. Uśmiechnęłam się szeroko na pomysł który zaistniał w mojej głowie. Pobiegłam do składu z bronią i wzięłam większą od siebie strzelbę. Dumna ruszyłam na dwór i pomachałam do taty.
-Tato! Ja też postrzelam! - krzyknęłam.
-Audrey! Odłóż to! - ruszył w moim kierunku a ja opuściłam strzelbę, marszcząc brwi. 
-Czemu? Ja też chcę.. - nie chcący nacisnęłam spust a broń wystrzeliła w moją nogę. 

*Teraz*

-Co to? - wzdrygnęłam się i uniosłam głowę. Ujrzałam Zayn'a - Nie zauważyłem ich.. 
-Oh, to? - wskazałam blizny. Skinął głową - Postrzeliłam się. Gdy miałam 8 lat, tata zabrał mnie na strzelnicę. Ale gdy prawie odstrzeliłam sobie nogę już więcej z nim nie jechałam - zaśmiałam się. 
-Jesteś pełna ciekawych historii Audrey.. 
-Chcesz posłuchać jak biegałam z atrapą granatu po posterunku? Miałam 5 lat i sterroryzowałam wszystkich policjantów - Zayn wybuchł śmiechem i stanął za mną. Przytulił się do moich pleców i wbił wzrok w nasze odbicie. 
-Mógłbym cię słuchać godzinami..
-A nie znudził ci się jeszcze mój skrzeczący głos?
-Nie jest skrzeczący - mruknął całując mnie w ramię. 
-Naprawdę? Ja muszę wysłuchiwać siebie już prawie 19 naście lat i sądzę że jest skrzeczący.
-Ehh, moja kochana i całkiem pokręcona Audrey - wyszeptał i wtulił twarz w zagłębienie mojej szyi. Jego ciepły oddech muskał moją skórę. Przymknęłam oczy gdy ułożył dłonie na moim nagim brzuchu. Splotłam nasze palce na moim brzuchu. Po chwili westchnęłam i uciekłam od niego.
-Muszę się wykąpać - powiedziałam wchodząc pod prysznic. Zamknęłam kabinę i odkręciłam wodę. Usłyszałam pukanie w szybę kabiny. Spojrzałam na Zayn'a z miną szczeniaczka.
-Mogę z tobą? - spytał a jego głos był przytłumiony przez szkło.
-No nie wiem panie Malik.. - zaczęłam się myć ostentacyjnie ale z uśmiechem ignorując Malik'a. 
-Proszę... - zaczął pukać w szybę paznokciem. Westchnęłam udając znudzoną. 
-No dobrze - wywróciłam oczami ale zachichotałam gdy zobaczyłam jak szybko się rozbiera i wskakuje pod prysznic. Położył dłonie na moich biodrach patrząc mi w oczy. Nachylił się i pocałował mnie a woda spływała po naszych nagich ciałach. 
-Będę o ciebie dbał Audrey.. Nie będziesz żałować że mi wybaczyłaś - wyszeptał w moje usta.
Kto powiedział że ci wybaczyłam? 

Hey! 
Serdecznie zapraszam Was na fanfiction o Niall'u!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Chapter 19


Co mogę zrobić? Co mogę zrobić by pokochała mnie tak jak wcześniej?
Wpatruję się w Audrey i Oliver'a. Śmieją się i bawią ale nie umiem do nich podejść. Nie umiem śmiać się z nimi bo gdy tylko zbliżam się do niej to jej uśmiech znika.
Wziąłem kurtkę i wyszedłem z domu. Maszerowałem w kierunku cmentarza. Zatrzymałem się przy nagrobku z napisem 'Angel Hope Black'. Uklęknąłem na trawie przed pomnikiem.
-An.. Co ja mam zrobić? An, czemu mnie zostawiłaś? - położyłam dłoń na czarnym nagrobku - Chciałbym żebyś tu ze mną była. Kocham cię - przyknąłem oczy.
-Zayn? - odwróciłem się szybko.
-Cześć Gwyneth - mruknąłem - Co ty tu robisz? - wstałem z trawy i otrzepałem spodnie.
-Myłam pomnik ojca Audrey. Ona nie może - wzruszyła ramionami. Jej głowę nadal oplatał opatrunek.
-Pomóc ci? - odchrząknąłem. Zmrużyła oczy.
-Tak, możesz mi pomóc - szliśmy kilka rzędów wstecz. Przystanęła przy pomniku. Przyjaciółka Audrey zaczęła czyścić nagrobek. Złapałem gąbkę i pomogłem. Po pół godzinie Gwyneth sapnęła zmęczona i usiadła przed pomnikiem. Zawiał chłodny wiatr. Zerknąłem na Gwyneth która miała na sobie tylko cieńką bluzkę z długim rękawem. Zdjąłem z ramion kurtkę i podałem jej.
Spojrzała na mnie pytająco.
-Jest zimno, załóż.
-Nie chcę nic od ciebie - wstała i wcisnęła mi w ręce kurtkę - Skrzywdziłeś moją przyjaciółkę. Może ci wybaczyła ale niektórych rzeczy po prostu nie da się naprawić - odwróciła się na pięcie i odeszła. Stałem w miejscu patrząc za nią. Pokręciłem głową i ruszyłem w swoją stronę. Wie co zrobiłem? Audrey by powiedziała jej? Nie, raczej nie. Ale.. Cholera. Przeczesałem gniewnie włosy. Wróciłem do domu.
-Tato, tato, tato! - Oliver biegł w moja stronę a ja instynktownie złapałem go i podrzuciłem do góry - Wujek powiedział że zabiera mnie na mecz!
-Ah tak? - mruknąłem i odstawiłem syna na podłogę. Pokiwał energicznie głową. Niall stanął w korytarzu i uśmiechnął się szeroko - Tylko weź go pilnuj okay?
-Nie bój żaby Zen - zaśmiał się. Wziął Oliver'a za rękę i wyszli. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Wziąłem kubek i usiadłem na kanapie. Rozejrzałem się dookoła. Zaraz.. Gdzie Audrey? Odstawiłem kawę na stolik i przeszedłem się po domu.
-Audrey! - zawołałem. Wszedłem do jej pokoju. Leżała na łóżku przyciskając do siebie poduszkę. Pochrapywała cichutko co w jej wykonaniu było słodkie. Usiadłem przy jej łóżku. Pogłaskałem ją delikatnie po włosach. Zamrugała kilka razy - Przepraszam nie chciałem cię budzić..
-Coś się stało? - wyszeptała i ziewnęła.
-Nie. Tak. Nie wiem - pokręciłem głową - Dzisiaj jest bankiet. Pójdziesz ze mną>
-Źle się czuję Zayn - wymamrotała przytulając buzie do poduszki.
-Szkoda.. Myślałem że może pójdziemy najpierw na bankiet żeby było że jednak się pokazałem, a potem zabrałbym cię na kolację..
-Jaką kolację? - otworzyła jedno oko. Starałem się ukryć uśmiech.
-Jaką tylko będziesz chciała, nawet McDonalds - pogłaskałem ją po policzku.
-Nie lubisz śmieciowego żarcia - zachichotała.
-Dla ciebie wszystko.
-Dobrze. Mógłbyś zawieść mnie do Gwyneth? Pożyczyłabym od niej jakąś sukienkę. Wybacz ale nie mogę założyć którejś z sukienek Angel.
-Nie ma sprawy - wstała z łóżka. Nogi jej się ugięły, złapałem ją w ostatniej chwili. Położyłem ją znów na łóżku - Audrey.. Audrey w porządku?
-T-tak - wyszeptała - Zakręciło mi się tylko w głowie.
-Nie powinniśmy nigdzie iść. Połóż się, dam ci jakieś leki.
-Zayn, jest w porządku - usiadła na łóżku i uśmiechnęła się - Raz mi się prawie upadło. Nie rób z tego afery.
-Na pewno? Nie jest ci słabo?
-Nie i nie jestem małym dzieckiem Zayn, poradzę sobie - położyła dłoń na moim policzku - Kiedy ty się ogoliłeś? - zachichotała.
-Wczoraj.
-Przynajmniej nie będziesz drapał. Choć podoba mi się ten twój zarost - nachyliła się do mnie i pocałowała w policzek. Patrzyłem na nią chwilę gdy odsunęła się ode mnie z małym uśmieszkiem - Co?
-Nic. Masz niesamowite oczy - odparłem i stanąłem na prostych nogach. Wzięła mnie za rękę i podniosła się z łóżka.
-Miło - mrugnęła do mnie i ruszyła do drzwi - To zawieziesz mnie do Gwyneth?
-Yhm - zgodziłem się. Podwiozłem ją do domu jej przyjaciółki. Czekałem w samochodzie, gdy po parunastu minutach nie wychodziła choć powiedziała że zajmie jej to moment, wysiadłem i ruszyłem do środka. Usłyszałem podniesiony głos Gwyneth z innego pokoju. Podszedłem niepewnie do trochę otwartych drzwi.
-Skrzywdził cię a ty nadal chcesz się mu podobać?! - krzyknęła Gwyneth - Nie wierzę że mu wybaczyłaś..!
-Ja go nadal kocham - Audrey przymierzała czarną suknię do ziemi.
-Nie wiem co ci zrobił, ale po tym co mówiłaś sądzę że to było okropne i niewybaczalne. Ale ty nadal go kochasz..
-Tak. Jest dla mnie wszystkim. Uzależniłam się od niego. To uznależnienie jest mocniejsze od koki. Jest całym moim życiem. Chciałam od niego odejść ale nie potrafię. Po prostu nie potrafię.
Zrobiła obrót wokół własnej osi. Wbiła we mnie wzrok. Uśmiechnęła delikatnie i spuściła wzrok zażenowana. Wróciłem do samochodu. Po chwili wyszła z domu i wsiadła do mojego auta. Ruszyliśmy w ciszy. Położyła dłonie na kolanach. Przykryłem jej rękę swoją.
-Kocham cię Audrey - wyszeptałem. Spojrzała na mnie marszcząc brwi.
-Ja.. wiem. Ile słyszałeś z mojej rozmowy z Gwyneth? - wbiła wzrok w nasze dłonie.
-Wystarczająco. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
-Ty dla mnie też - uśmiechnęła się pod nosem.
Na bankiecie byliśmy może 10 minut. Zapozowaliśmy do kilku zdjęć i od razu wyszliśmy.
Wyszliśmy na spacer. Na jej nagie ramiona założyłem swoją marynarkę. Miała na sobie tą długą czarną suknię do ziemi. Czarne szpilki trzymała w ręce i szła na boso szurając stopami po trawie. Szliśmy przez park trzymając się za ręce. Zapadł zmrok a my uśmiechaliśmy się od ucha do ucha. Opierała głowę na moim ramieniu. Przystanęliśmy, objąłem ją i zaczęliśmy się bujać w głuchy dźwięk ciszy. Jeżeli ciszę można nazwać dźwiękiem. Wtuliła buzię w moją koszulę i przymknęła oczy. Wpatrywałem się w jej spokojną twarz. Tańczyliśmy na środku parku w blasku księżyca.
-Najlepsza randka w moim życiu - szepnęła przytulając mnie jeszcze mocniej do siebie. Musnąłem ustami czubek jej głowy.
-Moja też.

sobota, 25 października 2014

Chapter 18


Zerwałem się z podłogi i złapałem Niall'a za koszulkę.
-Co?!
-Miała wypadek. Ona i dwójka jej przyjaciół.
-Który szpital?
Wsiadłem do samochodu.
-Tato! - zawołał Oliver. Spojrzałem w jego wielkie oczy.
-Ja go przywiozę - powiedział Niall biorąc go na ręce. Pokiwałem głową i odpaliłem auto. Jechałem przekraczając wszystkie możliwe prędkości.
-Tu nie wolno parkować! - krzyknął ktoś gdy zatrzymałem się prawie na wejściu do szpitala. Zignorowałem faceta i wbiegłem do budynku.
-Gdzie jest Audrey McKay?! - złapałem mężczyznę w białym kitlu za ramię. Był lekko wyłysiały a na jego twarzy widniał grymas dezaprobaty.
-Na początek, oczekuje że uspokoi się pan i mnie puści - zdjąłem rękę z jego ramienia i zacisnąłem obie w pięści - Nazwisko?
-Malik - syknąłem. Przewinął papiery które trzymał w rękach.
-Yhm.. - mruknął pod nosem - Dobrze Panie Malik. Panna McKay z całej trójki odniosła najcięższe obrażenia. Nie miała zapiętych pasów, wybiła głową szybę samochodu. Złamała rękę i jest w tej chwili na operacji.
-A co z tymi.. no jej przyjaciółmi! - muszę chyba zapamiętać jak się nazywają.
-Panna Anderson i Pan Ross mają nie duże rany. Ona jest przytomna, za to On dopiero za jakiś czas się wybudzi.
-Mogę do niej iść?
-Ma pan uprawnienia tylko do informacji na temat Panny McKay.
-Muszę ich zobaczyć.
Lekarz zmrużył oczy.
-Mam panu zapłacić?! Proszę - wcisnąłem w jego rękę kilka stów które miałem w kieszeni. Spojrzał na pieniądze unosząc jedną brew. Pokręcił głową z dezaprobatą. Oddał mi pieniądze.
-Panna Anderson jest w sali numer 6 w tamtym korytarzu - bez słowa ruszyłem szybkim tępem w tamtą stronę. Nacisnąłem klamkę sali numer 6. Przyjaciółka Audrey leżała na łóżku wbijając wzrok w ścianę przed nią. Zerknęła na mnie zaszklonymi oczami. Przejechałem wzrokiem po jej karcie by poznać jej imię.
-Gwyneth. Co się stało? - stanąłem przy niej. Jej głowa owinięta była bandażem. Cała się trzęsła - Gwyneth..? Wszystko w porządku?
Głupie pytanie.
-Nie! - pisnęła - Nic nie jest w porządku! To przez ciebie! Gdybyś jej czegoś nie powiedział to nie musielibyśmy tam jechać! Nie wsiadła by do mojego samochodu! Carter nie uderzyłby w tamto auto a właściwie to tamten idiota nie wjechałby w nas! - krzyczała a ja tylko na nią patrzyłem. Zachciało mi się płakać. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę że łzy płyną po mojej twarzy - To wszystko twoja, cholerna wina! - załkała. Wytarłem policzki wierzchem dłoni. Zabawne, nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałem. Oparłem się o ścianę - Z czego się cieszysz debilu?! Z tego że wszyscy jesteśmy w szpitalu przez ciebie? Że Audrey może tego nie przeżyć?!
Spojrzałem na nią i mały uśmieszek zniknął z mojej twarzy.
-Może nie przeżyć? - wyszeptałem marszcząc brwi.
-A czy ty byś przeżył wyrżnięcie twarzą w szybę?! - krzyknęła.
Już wiem. Już wiem kiedy płakałem. Kiedy dowiedziałem się że Angel nie żyje.
-Poproszę o coś na uspokojenie dla ciebie. Ciśnienie ci skoczyło - wymamrotałem i wyszedłem. Z sali operacyjnej kilkoro ludzi wyprowadziło łóżko szpitalne. Podbiegłem do nich i zobaczyłem Audrey - Audrey! - złapałem ją za rękę.
-Proszę nie dotykać pacjętki! - jakaś pielęgniarka uderzyła mnie po rękach. Patrzyłem na kobietę szeroko otwartymi oczami.
-To miłość mojego życia. Mam prawo jej dotykać kiedy chcę.
-Nie w momencie przewożenia jej do sali. Gdy się przebudzi będzie mógł ją pan zobaczyć.
-Czy przeżyje? Przeżyje prawda? - zerknąłem na jej pokaleczoną twarz. Do oczu znów napłynęły mi łzy.
-Wciągu 24 godzin wszystkiego się dowiemy - powiedział lekarz który na wejściu poinformował mnie o stanie Audrey. Oparłem się o ścianę i osunąłem na podłogę. Schowałem twarz w dłoniach a łzy popłynły po moich policzkach.
-Tato.. - Oliver przytulił się do mnie. Wciągnąłem go na swoje rozprostowane nogi i przytuliłem zamykając oczy - Czy z Audrey wszystko w porządku?
-Jeszcze śpi po operacji.
-Kiedy się obudzi? - otworzyłem oczy i spojrzałem na mojego syna.
-Nie wiem - wymamrotałem.
-Tato, nie płacz już..
-Boję się Oliver - wyszeptałem i oparłem głowę na jego ramieniu.
-Nie bój się tato.. Jestem z tobą.. - złapał mnie za rękę i uśmiechnął się pocieszającą choć w jego oczach widać było smutek.
-Jakiego ja mam wspaniałego syna..
-A ja bratanka - Niall kucnął obok nas - Jak Audrey?
-Przed chwilą skończyła się operacja.
-Widziałeś ją?
-Jej twarz jest cała pokaleczona. Uderzyła głową w szybę.
-Będzie dobrze Zayn - poklepał mnie po ramieniu.

Wszedłem szybko do białego pomieszczenia. Audrey siedziała na łóżku i wpatrywała się w swoje dłonie.
-Audrey - uklękłem przy jej łóżku.
-Zayn - wyszeptała zdziwiona - Co ty tu robisz?
-Ostatnio zamieszkuję ten szpital - położyłem dłoń na jej zdrowej dłoni. Zmarszczyła brwi spoglądając na nasze ręce.
-Czemu?
-Martwiłem się. Bałem się że nie przeżyjesz.. - uniosłem dłoń i miałem dotknąć jej policzka ale szybko zrezygnowałem. Jej twarzy była pełna ran. Bałem się że zaboli ją to gdy jej dotknę - Ale wiem że jesteś silna.
-Nie jestem Zayn. Czy gdybym była silna, to byłabym też narkomanką?
-Przestań. Proszę. Naprawdę się bałem..
-Zayn Malik się boi? - uśmiechnęła się pod nosem.
-I ryczy jak bóbr - mimowolnie kąciki moich ust pojechały ku górzy w momencie gdy ona uśmiechnęła się szeroko.
-To ty kiedykolwiek płakałeś?
-W ciągu tych kilku dni wypłakałem się za całe swoje życie.
-Naprawdę mnie kochasz? - wyszeptała spuszczając wzrok a ten niesamowity uśmiech zniknął z jej buzi.
-Tak. Nie wierzysz mi?
-Wierzę Zayn ale.. Mam do ciebie prośbę..
-Zrobię wszystko co chcesz..
-Nie okłamuj mnie. Proszę nie miej przede mną żadnych tajemnic.
-Dobrze Audrey, dobrze - uniosłem jej dłoń do ust i musnąłem delikatnie skaleczenie rozpościerające się na jej ręce.